Filed under: Muzyka | Tagi: 30 seconds to mars, coke live music festival, donguralesko, eldo, muse, nerd, panic! at the disco, plastic, pono, the chemical brothers

W poprzednim tygodniu miałem okazję być w Krakowie na Coke Live Music Festival 2010, który odbywał się 20 i 21 sierpnia. Była to 5 edycja tego festiwalu i w porównaniu z poprzednią krótsza o dzień (gdzieś usłyszałem, że wynika to z “kryzysu w hip-hopie”, phi). W tym roku występowali : Muse, The Chemical Brothers, 30 Seconds to Mars, Panic! At The Disco, N*E*R*D, The Big Pink, Muchy, Eldo, L.Stadt, Sofa, DonGURALesko, Fox, Plastic vs Pono, Masqitoo, CF98, MentalCut, Irena, Rotten Bark, The Natural Born Chillers, Spox, Zeppy Zep, Buszkers, Last Robots, Sorry,Ghettoblaster. Każdy kto zna mnie dobrze raczej wie jaki zespół przekonał mnie do przyjazdu do Krakowa
Dzień pierwszy
Na teren festiwalu można było wchodzić od 16:00, ja przed wejściem pojawiłem się kilka minut przed 17:00. Było dużo ludzi, ale trzeba przyznać że przejście przez bramki i przykucie mnie do opaski dającej uprawnienie wejścia na festiwal o każdej porze przebiegło sprawnie. Po drodze dostałem smycz z książeczką w której mogłem znaleźć informacje kto, gdzie i o której gra wraz z krótkimi informacjami o wykonawcy, była też mapka. Po przekroczeniu wejścia od razu widać było dwa najważniejsze miejsca – po lewej main stage, a po prawej centrum gastronomiczne.
Ja od razu pobiegłem w pobliże głównej sceny gdzie grała już Sofa. Bardzo lubię ich ostatnią płytę i byłem bardzo ciekawy jak wychodzą im występy na żywo. Gdy stałem jeszcze w kolejce przed wejściem to słyszałem chyba cover Gorilliaz w ich wykonaniu. Ogólnie na scenie trochę się działo, był kontakt z publicznością, zespół dobrze zagrał, były też jakieś covery, ale z drugiej strony jakoś publika nie szalała.
Po koncercie była chwila odpoczynku, w gardle sucho więc pobiegłem szybko kupić coś do picia. Szybko, bo o 18:30 startował N*E*R*D ! Kilka lat temu nie sądziłem, że będzie dane mi zobaczyć Nerdów w Polsce, a teraz widziałem ich już dwa razy w naszym kraju.
Co mogę powiedzieć o samym koncercie? Porównując do wcześniejszego koncertu w Warszawie – pod każdym względem lepiej. Były kawałki z nadchodzącej płyty (“Hot N Fun”, “Party People” i “Help me”) oraz wszystkie inne znane i mniej znane kawałki. Był mój klasyk “Run to The Sun”, jeszcze większa ekipa (pojawiły się tancerki!), była też chwila kiedy można było usłyszeć “Drop It Like It’s Hot”, “Beautiful” i remix “Everyone Nose” (oczywiście Pharrell wykonał swoje części, a refren wszyscy razem
). Podsumowując – jeden z lepszych występów na festiwalu, a nic nie przebije końcówki z tym kucaniem…. (wideo na końcu).
Po koncercie byłem cały mokry, a wyjście spod sceny było nie lada wyczynem, bo nikt nie zamierzał od niej odchodzić a wskakiwali pod nią jeszcze spóźnieni fani 30 Seconds to Mars.
O 21:00 30STM rozpoczęli swoje show. Tutaj już siedziałem daleko od sceny na trawce, ale miałem dobry widok. Publiczność szalała i sam wokalista zespołu, Jared Leto, był tym mocno zaskoczony i na szybko zapowiedział, że chce już w grudniu tu wrócić (14 grudnia – już można kupować bilety). Niestety, widziałem cały koncert i ten występ jakoś nie zachwycił mną, a znam ich i lubię. Oczywiście fani zespołu mogą twierdzić inaczej, ale na mnie nie wywarł wielkiego wrażenia.
Stwierdziłem, że nadszedł czas na zwiedzenie całego terenu festiwalu. No i przestrzeń okazała się większa niż wydawało się na mapce…ale znalazłem inne sceny, a dokładnie interesowała mnie wtedy Coke Stage gdzie był już półmetek koncertu DonGURALesko no i nareszcie miałem okazję go usłyszeć. Wrażenie jak najbardziej pozytywne, ale przyznam, że wiele już nie pamiętam
Kiedy już wracałem na Main Stage zerknąłem na Plastic vs. Pono na Burn Stage. Była garstka ludzi, głównie słuchali niż się bawili (jak to powiedział Pono) – osobiście podobało mi się, rzadko się słyszy miks electro z rapem, a szczególnie w Polsce.
Na koniec popatrzyłem trochę jak tam się ludzie bawią na The Chemical Brothers…no coż…ogólnie to nie potrafię się bawić przy takiej muzyce na żywo, po prostu robili swoje. Przez 20 minut jakie widziałem nie uświadczyłem żadnego kontaktu z publiką, były fajne efekty wizualne, ale tutaj wstrzymuje się z oceną.
No i czas wracać do domu.
Dzień drugi
Po spojrzeniu na lineup dnia drugiego stwierdziłem że postawię tylko na interesujące mnie koncerty i przyjdę dopiero na 21 (zresztą jak się okazało później i tak wcześniej bym nie dał rady – ach te wycieczki). Kiedy dotarłem na miejsce grało już Panic! At The Disco. Uwielbiam ich pierwszą płytę, a drugą uznaję za zupełny niewypał – i w zasadzie tak można ocenić koncert. Bardzo mi się podobał i każdy szalał przy takich kawałkach jak “Time to Dance” albo “Only Difference Between Martyrdom and Suicide Is Press Coverage”, a trochę gorzej było przy kawałkach z nowszej płyty. Kolejny dobry koncert, a kolejny zespół był zachwycony w-większości-polską publiką.
Jako, że P!ATD skończyło wcześniej niż myślałem to zdążyłem zobaczyć cały koncert Eldo. Nareszcie zobaczyłem go na żywo i nie żałuję! Były kawałki z najnowszej płyty, ale trafiało się też coś z czasów Grammatik. Dużo sentymentalnych wspominek, ale koncert udany. Dziwne jakby się nie udał.
No i czas na Muse! Jak szedłem pod scenę to pod innymi już była zupełna pustka. Przed festiwalem, nie miałem większego kontaktu z ich muzyką (tylko “The Resistance”). Ale muszę przyznać, że od zakończenia koncertu chyba jestem ich fanem. Wielkie, pozytywne wrażenie i świetnie się ich oglądało na żywo. Ale dla mnie nie przebije to koncertu N*E*R*D, no ale ze mną nie pogadasz….
Podsumowując, udany festiwal. Raczej mało rozczarowań, dobra organizacja, świetna zabawa. Szkoda tylko, że nie było trzech dni.
Setlista N*E*R*D
Setlista Panic! At The Disco
Setlista Muse
Zdjęcia z bloga N*E*R*D
Zdjęcia z festiwalu
1 – Sofa, CF98
2 – N*E*R*D, 30 Seconds to Mars, The Chemical Brothers
3 – Muchy, Irena, Eldo
4 – The Big Pink, Panic! At The Disco, Muse
5 – Publiczność
Wszelkie możliwe wideo (chyba najlepsza jakość) – polecam
Filed under: Muzyka | Tagi: crystal method, june, koncert, nerd, orange warsaw festival, plastic, skinny patrini
W dniach 4-5 września odbył się Orange Warsaw Festival. Dla mnie festiwal zaczął się i skończył drugiego dnia, więc daruję sobie zmyślanie o pierwszym dniu.
Mówiąc bardzo krótko. Chciałem zobaczyć: N*E*R*D, Skinny Patrini, MGMT. Zobaczyłem: trochę June, trochę Plastic, The Crystal Method, N*E*R*D i kawałeczek MGMT.
June
Nastąpiło pewne zdziwienie kiedy okazało się, że wokalista nie jest Azjatą i mówi po polsku. Oczywiście kolega źle przeszperał internet, ale mniejsza z tym. Najlepiej pamiętam co on zrobił z ustami wydając dziwne dzwięki. Z drugiej strony możliwe, że grał na fujarce, a my jesteśmy ślepi.
Plastic
Kiedy nareszcie znaleźliśmy Young Stage skończył się już koncert Skinny Patrini, a zaczął przygotowywać się zespół Plastic. Szczerze mówiąc jestem mile zaskoczony. Fajna muzyka, fajny głos wokalistki. Miło się słuchało. Niestety po kilku zdjęciach telefonem stwierdziłem, że coś tu nie tak i musieliśmy pójść po aparat opuszczając, niestety, Plastic.
The Crystal Method
Kiedy był już aparat w ręku najbliżej było do Main Stage gdzie grał już Crystal Method. Wbrew presji Matracha nie pchałem się do przodu bo i tak towarzystwo się rozproszy przed Nerdami. Przyznam, że nie podniecają mnie wsytępy live związane z taką muzyką jak Crystal Method. Specjalnych efektów świetlnych nie było, a faceci na ekranach wyglądali na granicy orgazmu, ale odbębnili swoje i poszli.
N*E*R*D
Z tego co wyczytałem w internecie i widziałem na własne oczy to chyba nikt nie mówił źle o tym występie. Szkoda trochę, że trzeba było trochę postać i patrzeć jak idą przygotowania, ale warto było patrząc że byliśmy dosyć blisko sceny. Było naprawdę świetnie. Była zabawa z publiką, latające staniki i majtki i tradycyjne zapraszanie szczęściarzy na scenę (chociaż znając fanki Pharrella to staniki to też norma). Na scenie poskakali też goście z Afromental. Później zaczął padać deszcz, ale szczerze mówiąc dodał tylko frajdy. No i Pharrell odniósł się do pogody – “fuck the rain!”. Jedyne co mnie zastanawia to wokalistka, która pojawiła się razem z zespołem, która dodała trochę innego brzmienia w starszych kawałkach, a w najnowszym “Soldier” brzmiała praktycznie identycznie jak Santigold kiedy pierwszy raz zaśpiewano publicznie ten utwór. No i specyficzny głos i przyjemnie ruszała się na scenie (wiecie o czym mówię). Niespodzianka na plus. Mam trochę minut z tego koncertu, więc nie zostanie zapomniany. Wideo na końcu notki.
MGMT
Podobno największe rozczarowanie festiwalu. Ja tam nie komentuję, bo skoro widziałem cały koncert Nerdów to był jasne, że nie dopcham się na Young Stage, żeby cokolwiek zobaczyć. Postaliśmy z 4 minuty i poszliśmy.
Podobno…
…Calvin Harris i Groove Armanda dali jeszcze dobry występ.
Żałuję…
…że nie wziąłem wcześniej aparatu i nie widziałem dłużej Plastic.
…że nieporadnie patrzyliśmy na mapę i nie wyrobiliśmy się na Skinny Patrini.
Cytat
Na koncercie Plastic jakiś facet czytał coś na słupie i krzyczy “Gdzie są cyyyycki?!”
Ogólnie?
Trochę źle pomyślane o MGMT, bo umieszczenie ich na mniejszej scenie, patrząc na to ile osób chciało ich zobaczyć było bez sensu… Łatwo było zobaczyć kto przyszedł w celu posłuchania muzyki, a kto nawet nie wie kto gra, ale nie widziałem żadnych nieprzyjemnych incydentów.
Za rok może dłużej i z małą opłatą?
Trochę z Nerdów
Dużo nie zobaczycie, ale myślę, że dźwięk jest dobry – można posłuchać. Niestety w niektórych ciekawych momentach nie pomyślałem żeby nagrywać i może coś znajdę ciekawego na YouTube od innych uczestników koncertu.