HiMyNameIsTytus


2009 i Australian Open
31 Styczeń 2009, 10:19
Filed under: Inaczej | Tagi: , ,

Na początek życzę wszystkim jak najlepszego 2009 roku. Życzenia spóźnione, ale tak to jest jak się nie chcę pisać…

Dokładnie rok temu zaczęła się moja przygoda z tenisem – było to podczas trwania jednego z turniejów “Wielkiego Szlema” – Australian Open. Akurat dokładnie od pierwszego dnia trwania imprezy zaczęły się ferie, więc miałem więcej czasu aby poznać tajniki sportu, który, wydawało mi się, że dosyć dobrze znam. Nagle byłem w stanie wytrzymać cały mecz i to w dodatku o godzinie 12:00 czasu australijskiego (czyli 2:00 w Polsce). Nie ukrywam, że początkowo moje zainteresowanie wynikało z dobrej gry Agnieszki Radwańskiej (dotarła do ćwierćfinału) jednak po jej odpadnięciu dalej śledziłem losy innych graczy. Pamiętam nawet, że wstałem o 3 w nocy aby obejrzeć finał kobiet (Ivanovic – Szarapowa).
No i tak się zaczęło – po turnieju zacząłem oglądać większość meczy jakie były emitowane na Eurosporcie, a podczas następnych wielkich turniejów czas spędzany przed telewizorem jeszcze bardziej drastycznie wzrastał.

W tym roku śledzić Australian Open było dużo trudniej, ponieważ dopiero teraz zaczynają się ferie, a do końca Australian Open został już tylko jeden mecz. Pozostały mi więc tylko kawałki meczów jakie byłem w stanie obejrzeć przed pójściem do szkoły, skróty z całego dnia i weekend. Nie ukrywam, że ten “Grand Slam” jest moim ulubionym z powodów, że zainteresował mnie tym sportem i słońca – dobrze obejrzeć trochę słoneczka przynajmniej w telewizji gdy w Polsce jest szaro lub biało (ostatnio z naciskiem na szaro).

Tegoroczny turniej jest pełen niespodzianek. Szybko wyleciały siostry Radwańskie w singlu i deblu, Serbowie również poniżej oczekiwań. Cieszy Półfinał Kubota i Austriaka Oliverem Marachem i ćwierćfinał Frystenberga i Matkowskiego w deblu. Mieli trochę pecha, że te dwie pary musiały na siebie wpaść w ćwierćfinale. Równiez juniorka Sandra Zaniewska razem z Alexandrą Krunic dotarła do finału debla, niestety przegrała.

Dzisiejszy finał kobiet trochę zawiódł. Gładka wygrana Sereny Williams z Dinarą Safiną 6:0 6:3 w niecałą godzinę. A już jutro “finał marzeń” Federer – Nadal. Ciekawe czy mecz będzie lepszy od wczorajszego hiszpańskiego półfinału Nadal – Verdasco. Ponad 5 godzinny mecz jest uznawany za najlepszy dotychczasowy mecz turnieju.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.