Kocham Oscary. Wiecie dlaczego? Bo mimo iż jestem osobą, która jest zafascynowana kinem to najczęściej większości filmów nominowanych nie widziałem przed wręczeniem nagród, a gdy jakiś widziałem i mi się podoba to na ogół nie wygrywa, no ale do tego się już przyzwyczaiłem.
Kibicowałem “Bękartom Wojny”, ale spodziewałem się Oscara za najlepszy film dla “Avatara”, ale zapomniałem, że to Ameryka…Przecież w poprzednich latach nie było takich filmów, które pokazują trudne życie żołnierzy w Iraku czy Afganistanie. No i powstał “The Hurt Locker” – film na pewno nie pierwszy i nie ostatni o życiu wojaków. Nie twierdzę, że film jest słaby!, bo sam filmu jeszcze nie widziałem (ale gdy obejrzę postaram się coś o tym więcej napisać), ale mogę stwierdzić, że wybór nie polegał tylko na ocenie samego filmu i tematu, ale to taka nagroda dla wszystkich wysłanych na pole bitwy. Ale może zmienię ocenę tego wyboru gdy obejrzę wszystkie nominowane filmy, a przede wszystkim “The Hurt Locker”.
Co do nominacji to przyznam, że wszystkie filmy były na mojej liście “Do obejrzenia” i ogólnie wydają się ciekawe, ubolewam tylko nad brakiem jakichkolwiek nominacji dla mojego ukochanego filmu “500 dni miłości”. Z tej listy widziałem “Bękarty wojny”, “Odlot” oraz “Avatara”.
“Odlot” był dla mnie faworytem w kategorii filmu animowanego i wygrał. Przynajmniej tyle… Każdy znajdzie w tym filmie coś dla siebie – dziecko i dorosły. Na prawdę polecam – płakałem na nim…
“Avatar” to dosyć denna fabuła, ale pokazująca ludzką chciwość. Podczas seansu wstydziłem się za tych ludzi, którzy chcą zniszczyć dom tych niebieskich ludków. Chyba nikt nie ukrywa, że bez 3D film jest słabszy. Trzeci wymiar to nowy etap dla kina, osobiście cholernie mi się podoba i zachęci bardziej do wycieczek do kina – jestem za.
I mój faworyt “Bękarty wojny”, który skończył tylko ze statuetką dla Waltza za drugoplanową rolę męską (należało mu się bez dwóch zdań). Nie wiem czy jestem najlepszą osobą, która obiektywnie będzie oceniać ten film, ze względu, na to że jestem fanem Tarantino, ale cholera świetnie się bawiłem przy tym filmie mimo, że nie było wiele akcji.Trudno znaleźć słaby punkt filmu. Świetnie.
To tyle o Oscarach, bo szkoda o nich pisać więcej, a wymienianie zwycięzców też nie ma sensu, każdy może znaleźć listę w internecie. Jak obejrzę “The Hurt Locker” to może popełnię jakąś małą recenzję, ale słowa nie daję.
Niedługo “Tytus poleca”, bo przez 2 miesiące pojawiło się trochę dobrego.
Filed under: Kino, Muzyka, Tytus poleca | Tagi: 500 dni miłości, blink-182, blur, brzydula, bękarty wojny, californication, ciara, clipse, dexter, dj am, entourage, jay-z, kid cudi, lilly allen, matt & kim, metric, michael jackson, no doubt, ortega cartel, phoenix, shakira, tarantino
No i mamy 2010…ale nie można zapominać o poprzednim roku, który był…niezwykły pod względem wydarzeń ogólnie, ale tych związanych z kulturą też nie brakowało.
Przypominam oczywiście, że to moje obiektywne podsumowanie i wiadomo, że każdy może myśleć inaczej
Nie przesłuchałem wszystkich płyt z tego roku, nie obejrzałem wszystkich seriali, nie widziałem wiele filmów itd. Kolejność również przypadkowa.
Let’s go!
Najlepsze albumy
Shakira – She Wolf
Każdy na ten album reaguje inaczej. Cenię poprzednią twórczość Shakiry, ale pod względem przebojowości i podkładu ten album jest najlepszy i każdy kawałek może się bez wątpienia spodobać.
Ortega Cartel – Lavorama
Już pisałem w wakacje o tej płycie i nic się nie zmieniło. Świetne bity, luźne teksty. Wakacyjnie.
Matt & Kim – Grand
Przyznam, że słucham tej płyty dopiero od kilku dni. Można ich porównać do takiego elektronicznego The White Stripes. Bardzo pozytywne piosenki i wpadają w ucho.
Kid Cudi – Man On The Moon: The End Of Day
Przed premierą płyty myślałem, że będzie podobna do wydanego wcześniej mixtape’a. Cudi totalnie zaskoczył miksem gatunków. Sam nie wiem czy jest raperem czy ogólnie muzykiem.
Jay-Z – The Blueprint III
Wiem, że Jay-Z wydał lepsze płyty, ale tej płyty długo słuchałem. Dużo w niej chwytliwych melodii i dużo świetnych gości (Kanye, Rihanna, Pharrell, Mr Hudson).
Clipse – Till The Casket Drops
Trochę się czekało na tą płytę, ale warto było. To jest czołówka amerykańskiego rapu.
Lilly Allen – It’s Not Me, It’s You
Drugi album w karierze okazał się duuużo lepszy od dobrego debiutu. Czego chcieć więcej?
Ciara – Fantasy Ride
Premiera odbyła się chyba rok po pierwszej zapowiedzianej dacie. Początkowo album miał zawierać 3CD, zatrzymano się na 1CD. Każde CD miało reprezentować inny gatunek, może i dobrze, że zmieszczono to na jednej płycie. Dzięki czemu album nie był monotonny i pokazał wszystko co najlepsze w jej twórczości.
Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix
Przyjemne melodie, można słuchać chyba w nieskończoność.
Metric – Fantasies
Podobnie jak Phoenix, ale dodatkowo z pięknym kobiecym wokalem.
Najlepsze filmy
Bękarty wojny
Uwielbiam filmy Tarantino, a on ciągle mnie zachwyca. Alternatywna historia II Wojny Światowej, mieszanka gatunków, te dialogi, które uwielbiam!
500 Dni Miłości
Wiem…pytanie co tu robi komedia romantyczna. Też się mocno dziwię, ale uwiódł mnie ten film z dobrą obsadą. Mocno się zdziwiłem, że ten powstał w USA. Raczej jest typowo europejski. Ale co tu dużo mówić…myślę, że każdy był w takiej sytuacji jak główny bohater. Warto obejrzeć.
Najlepsze seriale
Nie będzie tu seriali, które powstały w 2009, a te które po prostu były emitowane w tamtym roku.
Dexter
Myślałem, po 1 sezonie, że nic wielkiego nie może już się dziać…zaskoczyli mnie, później znowu i 4 sezon znowu zaskakuje…a ta końcówka…nigdy bym na to nie wpadł…
Californication
Hank nic się nie zmienia, chociaż końcówka była tak samo zaskakująca jak u Dextera.
BrzydUla
Wiem, że nie jest to serial wybitny, ale patrząc na polskie warunki wyróżnia się młodą obsadą – naprawdę długo marzyłem o tym, żeby zobaczyć nowe twarze w telewizji, teksty Violetty. Przynaje, że krótkie spotkanie z Julią Kamińską sprawiło, że trochę bardziej polubiłem serial. Mój ulubiony polski serial po “Królowie przedmieścia” (też zresztą zakończony…).
Entourage
Cały czas ten świetny humor i teksty…jak oglądam ten serial to wciąga mnie doszczętnie…co z tego, że to już 6 sezon? Szkoda, że jest mało znany w Polsce.
Wydarzenia muzyczne:
-Śmierć Michaela Jacksona
-Śmierć DJ AM
- Powrót Blur, No Doubt, Blink-182
Co tu więcej dodać? Wszystkiego najlepszego w 2010!
Filed under: Kino | Tagi: funny people, gamer, Kino, solista, trick or treat
Taak…i wszystko wróciło do normalności…W sensie, że już nie piszę tak często i dużo…jakoś jeden miesiąc uciekł… Tak w ogóle to na początku tego miesiąca (12 listopada?) blogowi stuknął roczek. Jak tak sobie przejrzałem pierwsze posty to chyba widać pewną poprawę w pisaniu blogu, w każdym razie mam nadzieję, że to poprawa. Chodzi o to, że nie piszę jakiś newsów, które każdy może przeczytać na innych stronach, a skupiam się bardziej na moich relacjach czy ocenach. Chyba o to chodzi w blogu?
Wracając do tytułu newsa…Dawno nie było nic o kinie, więc wykorzystam to, że ostatnio dużo widziałem i napiszę co nieco o 4 filmach różnej maści. Zacznę od najsłabszego ogniwa…
“Gamer“
Akcja rozgrywa się w “niedalekiej przyszłości” (to mnie przeraża), gdzie możliwe jest sterowanie innymi ludźmi. Fortunę na tym zbija Ken Castle (Michael C. Hall) tworząc grę “Slayers” i…coś w stylu Second Life. Głównym bohaterem jest Kable (Gerard Butler), który jest obecnie najlepszym graczem w “Slayers” i cały świat mu kibicuje jednocześnie chcąc go załatwić. Otóż osoby które walczą w “Slayers” są więźniami skazanymi na dożywocie, ale jeśli przeżyją 30 walk zostają zwolnieni. Oczywiście więźniowie na czas wejścia na arenę sterowani są przez graczy….Mówiąc w skrócie…chodzi o to, że Kable mimo dużych szans na wolność postanowił sprzeciwić się systemowi jednocześnie jeszcze bardziej komplikując sobie życie…
Co mi się nie podoba?…Fabuła…niestety, ale po godzinie strasznie się nudziłem i nic nie trzymało mnie w fotelu…po prostu film do mnie nie trafił, chociaż przyznam, że interesował mnie. Spodziewałem się czegoś innego (mniej nawalanki) i prawdopodobnie stąd moje rozczarowanie.
Oczywiście są też plusy. Podobała mi się wizja przyszłości, aż tak spodobała, że przeraziła. Nie wiem czy kiedykolwiek zobaczę…w zasadzie to nie wiem jak opisać ten komputer, więc może zainteresowanych odsyłam do kina…Bardzo fajne były też zdjęcia. Wprowadzały trochę chaosu, ale mimo to to ciekawie się oglądało. No i oczywiście Michael C. Hall, chyba najlepiej zagrał.
Jak jesteś zmęczony pod każdym względem, półtorej godziny bez myślenia – polecam, mimo wszystko.
“Upiorna noc Halloween (Trick ‘r Treat)“
Już kiedyś wspomniałem o nim przy okazji pisania o “Zapaśniku“.
Opowiada 4 różne, lekko ze sobą powiązane historie, które wydarzyły się tej samej nocy w Hallowen w jakimś nudnym miasteczku w USA.
Przyznam szczerze, że przed obejrzeniem spodziewałem się czegoś innego, ale przecież to Halloween, więc sam się dziwię o czym myślałem…;D W każdym razie…przyjemny na wieczór, trochę zaskakujący, śmieszny, może też trochę…przestraszyć!
Mało widziałem horrorów, więc trudno się mówi o jakiś minusach, ale myślę, że to dobry film w swoim gatunku i polecam na wieczór.
“Funny People“
Judd Apatow, reżyser takich komedii jak “Wpadka”, “Supersamiec” czy “Boski chillout” zrobił coś bardziej poważnego. Sam powiedział – “Staram się zrobić bardzo poważny film, który będzie dwukrotnie zabawniejszy od moich poprzednich”.
George Simmons (Adam Sandler) jest światowej sławy komikiem. Występuje publicznie oraz zgarnia pierwszoplanowe role w komediach. Pewnego dnia dowiaduje się jednak o swojej ciężkiej chorobie. Pewnego wieczora, po występie poznaje Irę (Seth Rogen), początkującego komika. George zauważa w nim potencjał i zatrudnia go, jako swego asystenta. Między nimi nawiązuje się przyjaźń. George zauważa jaki jest nieszczęśliwy i stara się wszystko naprawić. Szuka na nowo wartości, które mają mu pomóc osiągnąć szczęście.
Film ma dwie strony. Trwa ponad 2 godziny co w dzisiejszych czasach jest rzadkie. No i niestety trzeba przyznać, że to trochę za długo. Powiedziałbym, że można by usunąć kilka scen, ale gdy pomyślałem “jakie?”. To jakoś trudno było się zdecydować. Widocznie po prostu musi taki być. Więc trzeba się na to przygotować.
Mimo to inne rzeczy to wynagradzają. Wprawdzie wielkim fanem Sandlera nie jestem, ale lubię Rogena. Lubię też dialogi, które…nie każdego mogą rozśmieszyć ze względu na tematy, ale myślę że warto. Pozwala też na zastanowienie się nad życiem i pokazuje, że pieniądze szczęścia nie dają!
Polecam osobom, które lubią dzieła Apatowa, specyficzne dialogi, któregoś z tych aktorów lub mają dużo czasu i nie zaznaczyli żadnych z tych trzech powodów, żeby się przekonać.
“Solista“
Opowiada o spotkaniu bezdomnego muzyka (Jamie Foxx), który cierpi na schizofrenię z reporterem (Robert Downey Jr.) lokalnej gazety dużego miasta
Oparty podobno o prawdziwą historię. Pokazuję więź jaka powstała pomiędzy tymi postaciami mimo wielu konfliktów.
Przyznam, że już trochę zapomniałem, bo to dzieło oglądałem na samym początku miesiąca…Wrażenie wywarła na mnie ta fabuła, która zawiera ciekawe sytuacje, ale też ciężkie chwile pomiędzy postaciami oraz jak niewiele potrzeba niektórym aby żyć. Strasznie podobały mi się obie postacie. Foxx świetnie zagrał osobę, która żyje muzyką. Chyba nie zapomnę tej sceny jak Nathaniel dostaje…(spoiler). A Downey Jr. reportera, któremu niby nie zależy na przyjaźni, ale głupio mu zostawić chorego na ulicy…
Nie podobała mi się tylko jedna scena wizualizacji muzyki, która wyglądała jak…z Windows Media Player…Po za tym film naprawdę godny uwagi, o świetnej przyjaźni, o miłości do muzyki. Polecam jak cholera.
Jak zapewne wiecie latem ma powrócić Blink-182. Jednym z hitów zespołu jest kawałek “All The Small Things”.
Skoczna melodia, łatwy tekst i śmieszny teledysk…ale nieważne, nie będę o tym mówić.
31 marca w BBC premierę miał nowy serial zatytułowany dokładnie tak samo jak ta piosenka. I najlepsze jest to, że to wcale nie przypadek. Bohaterem jest utalentowany muzycznie nastolatek, który jest fanem Toma Delonga za czasów Blinka. Jutro już premiera 3 odcinka. Szkoda, że dosyć cicho było o tym w internecie.
Fragment serialu z wykonaniem piosenki “Swing Swing” All American Rejects. Bardzo fajne.
A tutaj notatka prasowa dotycząca serialu.

Spokojnie, nie zostałem fanem wrestlingu i narzekam, że nie ma w moim mieście żadnych zawodów (a jeśli są to dlaczego z tylko z napakowanymi facetami?!). Chodzi o film “Zapaśnik”, który wszedł tydzień temu do polskich kin, no właśnie na pewno wszędzie?
Film opowiada o emerytowanym wrestlerze, w którego wciela się Mickey Rourke, który mimo przebytego zawału serca wraca na ring, bo wyzwanie rzuca mu jego największy wróg, ze świadomością że może być to jego ostatnia walka w życiu. Rourke zdobył Złotego Globa i miał nominację do Oscara za tą rolę. Ogólnie film zdobył 8 nagród różnego typu.
W poprzedni piątek planowałem już wypad dnia następnego na film…co się okazało? W Lublinie filmu nie zobaczę. W Cinema City film zobaczę na Śląsku, w stolicy, Krakowie i innych miastach, ale dlaczego nie w Lublinie? Nie mam pojęcia. Co ciekawe po kilku minutach przeszukiwania internetu zauważyłem, że w ramach “XVI Studnckich Konfrontacji Filmowych” (swoją drogą miła inicjatywa – szkoda trochę, że dowiedziałem się o niej dzięki “Zapaśnikowi”) film był w Lublinie emitowany już 17 marca w Chatce Żaka! 2 dni przed oficjalną premierą, ale niestety jeden dzień…
Nie będę już zaczynać tematu ogólnego opóźnienia pojawiania się większośći filmów w Polsce w porównaniu z innymi krajami, bo rozumiem, że to nie zależy tylko od polskiej strony (mam nadzieję), a jednocześnie dziwię się jak głośne filmy pojawiają się z minimalnym poślizgiem w porównaniu z premierą zza Oceanu, a jednak można panowie! Ale dlaczego tak rzadko i tylko te “najlepsze”? To temat na długi wpis… Jednak przypadek Zapaśnika to coś wyjątkowego, wychodzi na to, że jest jakaś regionalna licencja, która nie obejmuje Lublina? Nie mam pojęcia, może wina leży po stronie miasta, bo obecnie Cinema City tylko liczy się jeśli chodzi o kina w mieście. Reszta już podupada, Chatka Żaka pewnie tylko przetrwa i dobrze, bo byłem tam ostatnio i jest tam przyjemny klimat, są emitowane filmy z różnych zakątków świata, których raczej w Cinema City nie zobaczę.
Swoją drogą – ciekawe czy w polskich kinach pojawi się “Trick’r Treat” – zbiera świetne recenzje. Stawiam, że pojawi się…na DVD.
Na pewno każdy widział albo przynajmniej słyszał o serii “American Pie” – klasyce tak zwanych młodzieżowych komedii. Niestety dla większości fanów, seria skończyła się na “Weselu”, a kolejne to tylko marna próba dorównania orginałowi. Może spodoba im się “Sex Drive”.
Głównym bohaterem jest Ian-osiemnastoletni prawiczek, który pracuje w miejscowym fast foodzie. Jako że nigdy nie miał dziewczyny w domu rodzinnym uznawany jest za geja. Chętnie zmieniłby to myślenie jednak nic nie wskazuje na to, że przeżyje swój “pierwszy raz” w najbliższym czasie. Z pomocą przychodzi potęga internetu – internetowa znajoma zaprasza Ian’a na “to” stawiając jednocześnie warunek – musi do niej pojechać do odległego Knoxville. Pożycza od brata Piontac’a GTO (oczywiście bez pozwolenia) i razem z przyjaciółmi – Lance’m i Felicią – wyruszają w podróż.

Aktorzy wcielający się w głównych bohaterów moim zdaniem świetnie nadają się do roli. Josha Zuckerman’a wcielającego się w filmie w Ian’a znam z roli w serialu “Kyle XY” i rzeczywiście moim skromnym zdaniem dobrze pasuje do takiej roli, czasami rzeczywiście można było pomyśleć, że jest gejem. Jednak totalnie zaskoczył mnie Clark Duke (w filmie Lance), który w serialu “Greek” głęboko wierzącego kujona mającego nawet problemy z rozmową z osobami płci pięknej. Filmowy Lance to totalne przeciwieństwo – mimo raczej małej atrakcyjności (a może się nie znam) to typowy amant dla którego impreza bez seksu to porażka. W filmie pojawi się również Seth Green grając bardzo ciekawego i nabijającego się z rzeczywistości…Amisza.

Ogólnie porównania do American Pie wcale nie są przypadkowe. Zarys fabuły (prawiczek, presja społeczeństwa itd.), humor, znany zespół pojawiający się w filmie (Fall Out Boy, w AP blink-182) i inne. Mimo tych wszystkich podobieństw polecam ten film nie tylko fanom tego gatunku, ale też tym którzy nie widzieli/nie przepadają za takimi filmami. Może jednak im się spodoba.















